My, wolontariusze Food Not Bombs (Jedzenie Zamiast Bomb) w Holandii
chcemy wymienić doświadczenia i opinie na temat akcji FNB, z
podobnymi grupami działającymi w Polsce. Celem tej wyprawy
jest wzmocnienie naszych międzynarodowych kontaktów.
Podróż planujemy od 15 do 29 lipca 2003. Przyjedziemy
autobusem, który może zabrać 30
osób. Odwiedzimy Poznań, Wrocław, Gliwice i
Białystok. W każdym mieście zatrzymamy się na 2-3
dni. W tym czasie będziemy uczestniczyć w organizacji i
brać udział w akcjach FNB razem z polskimi wolontariuszami.
Podczas akcji i spotkań informacyjnych będziemy też
mieli okazję podyskutować o naszej pracy i na inne tematy. W
Europie Zachodniej FNB jest przede wszystkim akcją przeciwko
społeczeństwu konsumpcyjnemu oraz marnowaniu
żywności. W krajach Europy Wschodniej rozdawanie jedzenia
jest często koniecznością ze względu na
sytuację ludzi bezdomnych i biednych, którzy nie mają
możliwości zdobycia jedzenia gdzie
indziej. Żywność nie pochodzi z odpadków (jak w
Holandii), ale jest kupowana przez samych wolontariuszy lub jest
darowizną od różnych sklepów. Zapytaliśmy
polskich wolontariuszy, jakiego rodzaju materiały są im
najbardziej potrzebne i spróbujemy przywieźć ze
sobą duże naczynia i talerze, żeby jakoś im
pomóc. Postaramy się wykorzystać nasz pobyt w Polsce
także po to, żeby zdobyć trochę popularności
i sympatii dla polskich akcji oraz zaprotestować przeciwko
niesprawiedliwemu rozdziałowi żywności i innych
środków w tym kraju.
grupa z Utrechtu Pierwszą akcję Food Not Bombs w
Utrechcie zorganizowaliśmy w kwietniu 2000 r. Około 20
woluntariuszy pomagało przy zdobywaniu darmowych warzyw i chleba,
gotowaniu i serwowaniu posiłków w centrum miasta. Ta
pierwsza akcja powiodła się. Około 100 osób
skorzystało z naszego obiadu. Od tego czasu serwowaliśmy
posiłki każdego kolejnego tygodnia w centrum Utrechtu.
Grupa woluntariuszy zmieniała się przez cały
czas. Niektórzy działali od początku ale bardzo
często pojawiały się nowe twarze. Jesteśmy
mieszanką studentów, aktywistów i
skłotersów, głównie pomiędzy 18 a 30
rokiem życia. Zimą 2001 r. mieliśmy kilka
problemów. Serwowaliśmy nasze jedzenie w dużym
centrum handlowym. Właściciel tego centrum i policja nie
byli przychylnie nastawieni do nas. Chcieli nas stamtąd
wyrzucić i powiedzieli, że nie możemy tam
przebywać, gdyż nie mamy stosownego pozwolenia. Nie
wyszliśmy i wszyscy zostaliśmy aresztowani. To
zwróciło uwagę mediów i opinia publiczna
była niezadowolona z działań policji. Dwa tygodnie
później wróciliśmy w to samo miejsce w 60
osób! Policja chciała załagodzić sprawę i
teraz możemy tam przebywać. Naszym celem jest informowanie
opinii publicznej o ogromnej ilości jedzenia, które po
prostu się wyrzuca. Mamy nadzieje, ze ludzie zrozumieją,
że należy konsumować w inny sposób.
Stworzyliśmy także miejsce w centrum miasta dla osób,
które chcą się spotkać i zjeść
wspólnie zupę. Zazwyczaj na takie spotkania przychodzi
około 50 osób. Niektórzy są bezdomni, inni po
prostu wpadają tu przez przypadek, ale przychodzi też wielu
aktywistów, którzy chcą się spotkać
podczas darmowego posiłku. Kristel
grupa z Eindhoven Food Not Bombs w Eindhoven
wystartowało latem 2001 r. Pomyśleliśmy sobie, że
to może być fajny pomysł, rozdawać za darmo
jedzenie na przeciwko McD i KFC. Mieliśmy nadzieje, że
pokazując ludziom nadwyżkę jaką zostawia
społeczeństwo konsumpcyjne możemy dać ludziom
punkt wyjścia do zastanowienia się nad
współczesnym społeczeństwem. Przez ponad rok
organizowaliśmy akcję Food Not Bombs w każdą
pierwszą niedzielę miesiąca. Ale w końcu nie
odnieśliśmy sukcesu na którym nam
zależało. Ludzie w centrum miasta woleli kupować
jedzenie niż brać je za darmo. To był
główny powód zmiany formuły naszych akcji.
Nasze ostatnie akcje w Eindhoven polegały na zbieraniu darmowego
jedzenia i serwowaniu go podczas manifestacji. Z ciekawostek: w bazie
wojskowej w Eindhoven miało miejsce kilkanaście cywilnych
inspekcji, które również wspieraliśmy
darmową zupą dla inspektorów. Martijn
grupa z Groningen Akcje FNB w Groningen (miasto na
północy Holandii z ok. 180 tys. mieszkańców)
rozpoczęliśmy dwa lata temu. Na początku byliśmy
mała grupą, głównie studentów,
którzy chcieli prowadzić własną grupę FNB w
Gronigen. Po kilku miesiącach przygotowań i wielu
dyskusjach, udało nam się rozdać po raz pierwszy
darmowe wegańskie jedzenie latem 2001 r. Mała grupa
wkrótce się rozrosła i rozpoczęła
rozdawanie darmowego jedzenia raz w miesiącu oraz przy
dodatkowych okazjach (demonstracje antywojenne, dzień bez
mięsa, festiwal muzyczny itp.). Nasza grupa zbiera warzywa,
które zostają w marketach w soboty i dostaje chleb z
piekarni. W niedzielę warzywa wykorzystujemy do przygotowania na
lokalnym skłocie posiłku: najczęściej zupy i
jakiejś potrawy warzywnej. Naszym działaniom towarzyszy
często muzyka grana na żywo. Reakcje większości
przechodniów są prawie zawsze pozytywne, a policja raczej
nie zachowuje się po chamsku. Lut
grupa z Arnhem Jesteśmy dużą,
zróżnicowaną grupą z rozmaitymi
upodobaniami. Rozpoczęliśmy około trzy lata temu od
prostej potrzeby zebrania się razem i spotkani z ludźmi, w
celu stworzenia gruntu dla mieszanki działań i po prostu dla
zabawy! Nawet pomimo burz, czy super gorących dni to zawsze jest
niespodzianką informować ludzi nt. nadmiernej
konsumpcji. Zaoferowanie czegoś za darmo jest bardzo skutecznym
sposobem nawiązania rozmowy. Nasze jedzenie pochodzi z tureckich,
marokańskich i irańskich, małych podmiejskich
sklepików z przyjaznymi właścicielami. W grupie
wspólnie gotujemy i decydujemy jak będzie
wyglądało menu. Później przenosimy się do
centrum i rozdajemy jedzenie. Czasem towarzyszy nam teatr uliczny,
zespół samby lub po prostu muzyka z magnetofonu w celu
urozmaicenia codzienności. Ostatnio kilka rzeczy się
zmieniło i przeprowadzamy akcje FNB w Arnhem co miesiąc,
towarzyszymy też działaniom politycznym, np.:
wspieraliśmy demonstracje przeciwko cyrkowi, demonstracje
pokojowe i koncert benefitowy na rzecz nielegalnych
uchodźców. Ostatnio ubywa nam trochę osób,
ale wciąż cieszą nas małe rzeczy. Żądaj
niemożliwego! Sander
grupa z Delft Delft jest miastem na zachodzie
Holandii. Posiada ładne historyczne centrum i jest miastem z
którego pochodzą przodkowie rodziny królewskiej w
XVI wieku. W Delft nie mamy dużej, politycznie zaangażowanej
grupy. Jest co prawda skłot, ale większość ludzi,
którzy tam mieszkają nie jest zbyt aktywna. Jakkolwiek
jedna z tych osób otworzyła cotygodniową
restaurację i 15 osobową grupę FNB. I
przyjeżdżają do Polski! Od lutego 2003 akcje FNB w
Delft odbywają się co miesiąc. Przy jednej z okazji
serwowaliśmy również jedzenie podczas demonstracji
antywojennej. Jedzenie przygotowujemy w kuchni skłotu i serwujemy
na Placu Targowym w centrum miasta. Jak na razie reakcje na naszą
działalność były pozytywne. Podczas
posiłków ludzie rozmawiali nt. społeczeństwa
konsumpcyjnego i marnowania dobrego jedzenia w restauracjach,
sklepach, a także w domach. Skłot w Delft istnieje już
22 lata, a ok. 2 lata temu został kupiony przez
skłotersów. Pracowali oni wspólnie z architektem
miejskim, który stworzył nowe plany dla terenów
otaczających skłot. Wokół skłotu mają
powstać nowe budynki, jeśli staną się one
komercyjne i będą przynosić dochód,
zmniejszą się koszty zakupu skłotu. Po remoncie ok. 30
osób może mieszkać na skłocie i wspólnie
maja oni spłacać hipotekę. W tym budynku będzie
kontynuowała działalność kawiarnia i
prawdopodobnie również stworzone zostanie miejsce do
innych działań. Ruben
grupa z Wageningen W roku 2000 grupa Food Not Bombs
zaczęła działać również w Wageningen.
Na początku było to tylko kilku ludzi i mało regularne
akcje, ale po dobrze spędzonym lecie, w czasie którego
pracowaliśmy wspólnie z grupą z Arnhem, o wiele
większa grupa rozpoczęła działalność z
nową energią we wrześniu 2001 i działa do
dziś. Wageningen to niewielkie miasteczko (ludność
ok.32000), głównie znane z powodu Uniwersytetu
(kiedyś był to Uniwersytet rolniczy) oraz faktu
historycznego podpisania niemieckiej kapitulacji 5-tego maja ’45
w Hotelu „de Wereld”. W stosunku do swojej wielkości
Wageningen wyróżnia się ożywioną
działalnością ruchów młodzieżowych i
alternatywnych. Wielu ludzi jest zaangażowanych w
różnych grupach. W ciągu ostatnich dwóch lat
rozpoczęto tu wiele inicjatyw i coraz więcej ludzi zaczyna
aktywnie działać w różnych organizacjach. W FNB
Wageningen próbujemy organizować akcje rozdawania jedzenia
w każdą trzecią sobotę miesiąca, podczas
handlu na rynku w centrum miasta. Zbieramy żywność
podczas rynku w środy i piątki oraz z kilku sklepów w
centrum miasta. Zwykle gotujemy w ekologicznej/wegetariańskiej
restauracji „Zeezicht”, która jest
również prowadzona wyłącznie przez
wolontariuszy. Rozdajemy około 100 posiłków za
każdym razem i za każdym razem mamy bardzo pozytywne reakcje
ludzi – naszych „klientów”. Niedawno
mieliśmy trochę problemów ze służbami
zajmującymi się organizacją handlu na
rynku. Mieliśmy zostać ukarani karą
pieniężną i konfiskatą sprzętu, jeśli
będziemy rozdawać jedzenie na rynku bez specjalnego
pozwolenia. Po długich rozmowach, zdecydowaliśmy, że
akcja jest najważniejsza i chociaż nie widzieliśmy
żadnej potrzeby żeby ubiegać się o pozwolenie,
złożyliśmy stosowny wniosek. W tej chwili mamy takie
pozwolenie do grudnia 2003. Fransel & KaRin
grupa z Amsterdamu Cześć, to my czyli
„Gratis Eten! Amsterdam” (Darmowe jedzenie! Amsterdam)
grupa FNB w Amsterdamie. Jesteśmy grupą entuzjastycznych i
dość luźno związanych z tą organizacją
wolontariuszy, którzy starają się w każda
pierwszą, drugą i piątą niedzielę
miesiąca rozdawać darmowe i smaczne wegetariańskie
posiłki. Najczęściej się to nam udaje. Dostajemy
żywność ze sklepów i rynków warzywnych,
żywność którą przeznaczono by do wyrzucenia
albo na karmę dla zwierząt. Posiłki są dla
wszystkich, którzy chcą z nami je dzielić (z
wyjątkiem policji i innych władz). Dla nas rozdawanie
jedzenia to forma akcji-happeningu prezentującego alternatywny
styl życia, inny od tego, którym żyją
kapitalistyczne społeczeństwa, które
marnują jedzenie, gnębią ludzi i zwierzęta i
są nastawione na zysk. Gotujemy w „De Moli (Chaoot)”,
squattowanym miejscu spotkań w Pijp - popularnej dzielnicy na
południu Amsterdamu. W „De Molli” znajduje się
też „squatting consulting-hours” czyli
squatt’owa agencja informacyjna dla tej części
Amsterdamu. Mamy tam wspólną kuchnię, organizujemy
spotkania i inne imprezy. Mamy dużą grupę
„klientów”, głównie ludzi aktywnych w
różnego rodzaju ruchach alternatywnych i
wolontariuszy. Poza tym jest tam bardzo przytulnie. Rozdajemy jedzenie
w dzielnicy Pijp, blisko „De Molli”. Zwykle
częstujemy posiłkami w miejscu koło baru fast-food
MacDonalds, który oczywiście nie jest z tego specjalnie
zadowolony. Ilość ludzi uczestniczących w akcjach
zmienia się, zawsze pojawiają się nowi
chętni. Erwin
|