W dniach od 21 do 24 lipca 2003 Stowarzyszenie
Ekologiczno-Kulturalno-Wolnościowe KRZYK z Gliwic gościło członkinie i
członków holenderskich grup Food Not Bombs (Jedzenie Zamiast Bomb). W 25
osobowej grupie gości byli ludzie z miast takich jak Utrecht, Amsterdam,
Arnhem, Wageningen, Eindhoven, Groningen, Delft, były też dwie osoby z
Niemiec.
Gliwice były jednym z 4 miast (Poznań, Wrocław, Gliwice, Białystok) na
trasie podróży Holendrów po Polsce. Celem ich wizyty było spotkanie i
dyskusja z tutejszymi grupami Food Not Bombs na temat problemów lokalnych
społeczności w Polsce oraz przeprowadzenie wspólnej akcji. Zarówno w
Gliwicach jak i w innych odwiedzanych przez Holendrów miastach zatrzymywali
się oni na skłotach - Centrach Kultury Niezależnej (skłot, ang. squat -
zajęty pustostan w którym ludzie mieszkają, dbają o budynek, a także
prowadzą działalność kulturalną/społeczną). W przypadku Gliwic był to jedyny
skłot w tym mieście czyli skłot Krzyk, na który Stowarzyszenie Krzyk ma
obecnie umowę z Urzędem Miasta.
W przygotowaniach do akcji oraz samej akcji w Gliwicach oprócz ludzi z
Krzyku i Holandii udział wzięły także grupy FNB z Opola, Wrocławia,
Poznania, Tychów.
Pierwszego dnia (poniedziałek) po wspólnym obiedzie (przygotowanym przez
połączone siły ludzi z Gliwic i Opola) i wycieczce nad jezioro, odbyła się
prezentacja filmów o działalności FNB w Holandii, pokaz slajdów
z tegorocznego oraz zeszłorocznego obozu anty-granicznego w Polsce oraz
pokaz filmu ze street-party w obronie Centrum Kultury "FreeDom" z Wrocławia.
Ponieważ po obejrzeniu filmów było już dość późno planowana dyskusja została
przełożona na dzień następny.
Drugiego dnia od rana rozpoczęło się przygotowywanie potraw na akcję. Kilka
osób wzięło w tym czasie udział w konferencji na temat pomocy dzieciom
ulicy, zorganizowanej przez Stowarzyszenie Pomocy Dziecku i
Rodzinie "Gigant" w Gliwickim Centrum Organizacji Pozarządowych. O 14.30
rozpoczęła się akcja na skwerze przed Urzędem Miasta. Rozdaliśmy około 100
kilogramów chleba i wydaliśmy około 200 ciepłych, wegetariańskich posiłków.
Serwowana była kasza z warzywami, barszcz, kilka rodzajów surówek. Ludzi
przyszło więcej niż się spodziewaliśmy, 100 talerzyków i łyżek jakie
mieliśmy przygotowane szybko się wyczerpało, trzeba więc było je myć na
bieżąco, szybko dokupiliśmy też kolejne 100. Holendrzy byli mocno zaskoczeni
tak dużą ilością chętnych na posiłek. Ich liczba mogła być spowodowana tym,
że całkiem nieźle udało nam się zaplakatować miasto informacjami o tej
akcji, poinformowaliśmy również ludzi korzystających z kolacji na gliwickiej
noclegowni. Wydawanie posiłków odbywało się przy muzyce. Można było
nadrukować sobie na koszulkę logo holenderskiej wyprawy do Polski, co wiele
osób uczyniło. Gdy jedzenie się skończyło część osób zaczęła tańczyć. Do
tańca przyłączyła się nawet obecna na akcji rodzina cygańska. Około 16.00
akcja zakończyła się. Teraz pozostało ugotować jakiś obiad dla wszystkich,
którzy przygotowywali akcję, na szczęście zajęła się tym ekipa z Wrocławia.
Wieczorem odbyła się dyskusja miedzy polskimi grupami a holenderskimi.
Realia w Holandii są oczywiście diametralnie różne od polskich. W Holandii
praktycznie nie ma osób które są zmuszone do korzystania z FNB jako akcji
pomocowej. Jest to raczej pozytywne spędzenie czasu na ulicy, gdzie można
zjeść wspólny obiad i porozmawiać z innymi ludzi, wyrażając tym samym
dezaprobatę dla konsumpcyjnego społeczeństwa, które marnuje ogromne ilości
jedzenia. W Polsce z oferty FNB korzystają głównie ludzie bezdomni,
bezrobotni, ubodzy. Akcja ta ma charakter znacznie bardziej pomocowy. Poza
tym w Holandii FNB organizowane jest najczęściej 2 razy w miesiącu, a
niektóre grupy robią swoją akcje raz na miesiąc. W Polsce najczęściej grupy
robią akcję raz na tydzień, po prostu zapotrzebowanie na darmowe posiłki
jest dużo większe. Po dyskusji został wyświetlony film dokumentalny o
perypetiach wagenburga Bambule (wagenburg to po niemiecku osiedle z
barakowozów, przyczep i samochodów ciężarowych przerobionych na mieszkania,
zorganizowane na zaskłotowanym terenie) z Hamburga.
Trzeciego dnia Holendrzy oraz kilka osób z Polski pojechało do Oświęcimia
aby zwiedzić muzeum Auschwitz. Na Holendrach wizyta w byłym obozie wywarła
bardzo duże wrażenie, wiele osób wręcz płakało, pod ścianą śmierci złożyli
kwiaty.
Po powrocie do Gliwic obiad już czekał, przygotowany przez gości z Austrii.
Po obiedzie odbyła się projekcja materiału jaki dotychczas został nakręcony
podczas trasy. Okazało się, że jak dotychczas najwięcej materiału jest z
Gliwic :) Po filmie odbyło się pożegnalne ognisko.
Czwartego dnia rano po śniadaniu Holendrzy opuścili Gliwice, udając się do
Białegostoku.
|